czwartek, 26 czerwca 2014

Nicole- Rozdział 1.

   Szłam sama pośród różnych straganów. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie mam dokąd pójść. Przez jakiś czas pomieszkam w hotelu. Ale co dalej? Nawet nie wiem jak mam zacząć swoje „poszukiwania”. Bezradnie ruszyłam w stronę jednego z przystanków, usiadłam na ławce. Z moich oczu wyleciały krople słonej cieczy.

*Perspektywa Angeles*
   Wracając ze szkoły muzycznej usłyszałam cichy płacz. Stanęłam, aby upewnić się, czy się nie przesłyszałam. Ktoś płakał na pobliskim przystanku. Podeszłam bliżej i zobaczyłam dziewczynę argentyńskiej urody.
-Dlaczego płaczesz?- spytałam, siadając koło niej.
   Szatynka niepewnie podniosła głowę. Przez chwilę mi się przyglądała, po czym przytuliła się do mnie. Zdziwiona odwzajemniłam gest.
-Chodź. Mieszkam niedaleko- powiedziałam, ciągnąc ją w stronę mojego mieszkania.

*Perspektywa Nicole*
  Nie wiem dlaczego, ale poczułam się jakbym... mogła tej szatynce powiedzieć wszystko. Co jest dziwne, bo przecież wcale jej  nie znam. Ale mimo to opowiedziałam jej wszystko od moich szesnastych urodzin, po dzisiejszy dzień. Pierwszy raz czułam, że komuś na mnie zależy i to nie dlatego, że moi rodzice byli sławni. Chciała poznać prawdziwą mnie. Od czasu do czasu wtrącała różne pytania typu „Bardzo za nimi tęsknisz?” lub „Czegoś ci brakuje?”. Powiedziałam jej też o tym, że muszę w końcu zacząć szukać jakiegoś mieszkania.
-To może zamieszkasz ze mną?- zaproponowała.- Tak się składa, że szukam współlokatorki.
-Pod warunkiem, że powiesz mi jak masz na imię- zaśmiałam się, pierwszy raz od dłuższego czasu.
-Angeles.
-Pochodzisz może z...
-Argentyny?- przerwała mi.- Tak Nicole.
-Skąd znasz moje imię?
-Może to śmiesznie zabrzmi, ale zawsze jak wracałam na wakacje do Hiszpanii, moja mama namawiała mnie do pójścia na obiad do twoich rodziców- zaśmiała się nerwowo.- Ale zawsze odmawiałam.
Uśmiechnęłam się. Nie spotkałam jeszcze kogoś, kto zignorowałby zaproszenie mojego taty.

*Następny dzień*
Gdy gorąca, pomarańczowa kula na nowo rozpoczęła na nowo swoją wędrówkę po błękitnym, lekko zachmurzonym niebie, obudził mnie budzik, grający piosenkę mojego ulubionego zespołu. Jednym ruchem niechętnie ją wyłączyłam. Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się, pobudzając do pracy zastygłe mięśnie. Rozejrzałam się po pokoju, który od wczorajszego dnia należał do mnie.
Podobało mi się w nim to, że nic nie musiałam zmieniać. Pasował do mojego stylu. Nałożyłam na nogi fioletowe kapcie i udałam się do łazienki. Odkręciłam wodę. Ciepłe krople delikatnie uderzały o moją nagą skórę, zmywając resztki piaszczystego dziadka*. Nałożyłam na siebie wcześniej przygotowane ubrania i zeszłam na dół do kuchni.
Zastałam tam pijącą kawę Angeles. Przywitałam się z nią, po czym sama nalałam sobie do filiżanki napoju energetyzującego, o konsystencji czarnej mazi.

*Piaskowy dziadek- kraina snów.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Nicole- Prolog

*2 lata wcześniej*
    Kilka sekund potrafi doszczętnie zniszczyć komuś życie. Czasem czujemy się winni tego co się stało. Jakby jeden nasz ruch mógłby wszystko zmienić. Ale czy tak rzeczywiście jest? Wiele razy zadaję sobie to pytanie. Od początku miałam złe przeczucia związane z ich wyjazdem, ale wolałam siedzieć cicho. Dlaczego? Jeszcze by pomyśleli, że mam im za złe, że w moje szesnaste urodziny musieli wyjechać do Karoliny Północnej, żeby kręcić dalsze sceny filmu. A przecież tak nie było. Przywykłam już do tego. W końcu musieli rozwijać swoją karierę. Szkoda, że skutkiem tego, było spędzanie ze mną tylko kilku chwil. Mama zawsze była temu przeciwna, ale tata ją w tą wszystko pchał. Czasem czułam jakbym zupełnie ich nie znała, jakby sami dodali się do mojej listy nieznajomych. 

   W dniu ich wyjazdu, jak zwykle siedziałam przed telewizorem. Gdy „oni” byli w domu nigdy nie pozwalali mi tego robić. Uważali, że to ma na mnie zły wpływ. Skakałam po kanałach, w celu obejrzenia jakiegoś ciekawego programu. Dziwnym trafem pilot zaciął się na wiadomościach. Mówili o jakimś wypadku. Zrezygnowana zaczęłam podchodzić bliżej telewizora. Gdy mój palec znajdował się kilka milimetrów od przycisku, usłyszałam:
-Justin Anderson i Stephanie Edwards-Anderson, znani aktorzy, kilka minut temu zostali przewiezieni do szpitala, niedaleko ich rodzinnego domu. Nie mamy żadnych wiadomości o stanie małżeństwa. 
   Wyciągnęłam z kieszeni telefon i szybko wystukałam numer mamy. Nie odbiera. Nawet nie próbowałam dzwonić drugi raz. Pewnie zastanawiacie się dlaczego nie próbowałam dodzwonić się do taty. Szczerze? Nigdy nie miałam z nim dobrych stosunków. Poczułam jak moje policzki robią się wilgotne. Pierwszy raz od kilku lat płakałam. Osunęłam się po ścianie, która stała za mną i zwinęłam się w kłębek. Dławiłam się własnymi łzami.
-Siedzę tu jak idiotka, nie wiedząc co się dzieje z moimi rodzicami- skarciłam siebie samą. 
   Minęła chwila zanim ponownie udało mi się ustać na nogach. Chwiejnym krokiem podeszłam do wieszaka. Wzięłam błękitną kurtkę, założyłam buty i wybiegłam z domu. Szpital znajdował się dwie ulice dalej. Nogi same mnie tam zaniosły.
-Gdzie leżą moi rodzice?- spytałam, przełykając łzy. Nie musiałam mówić o kogo mi chodzi. W całej Argentynie mnie znali. 
-Stephenie leży na sali numer 116- powiedziała blondynka.
   Bez problemu znalazłam tą salę. Bez nikogo zgody weszłam do środka.  Mama leżała podłączona do kilku maszyn. Gdy dotknęłam jej dłoni, oczy mojej rodzicielski same się podniosły.
-Czekałam na ciebie- wyszeptała.
-Dlaczego?- spytałam, czując jak kolejna porcja łez ciska mi się do oczu. Z trudem je powstrzymałam.
- Muszę... powiedzieć... ci prawdę- powiedziała z trudem.
-Nie rozumiem- załkałam.
-W Londynie masz siostrę. Nazywa się Edwards...
   Maszyny zaczęły piszczeć. Do środka wbiegło kilku lekarzy. Jedna z pielęgniarek siłą wyciągnęła mnie na korytarz. Bezsilnie usiadłam na krześle, które stało obok sali. Podparłam ręce na kolanach i schowałam twarz w dłoniach. Zaczęłam płakać jak jeszcze nigdy. Na barkach poczułam czyiś dotyk. Rozejrzałam się. Nikogo nie zauważyłam. Powoli chyba zaczynam wariować.

*Teraźniejszość*
   Dzisiaj kończę osiemnaście lat. Nareszcie będę mogła zacząć poszukiwania mojej siostry. Po śmierci rodziców prawa rodzicielskie przejął Xabiani, brat mojej mamy. Bardzo go polubiłam, ale nie chce całe życie siedzieć mu na głowie. Czas zacząć żyć na własny rachunek, a wyjazd stąd będzie najlepszym rozwiązaniem. 
-Pasażerowie lotu Argentyna- Londyn są proszeni na pokład samolotu. Życzymy miłego dnia- zakończył swoją przemowę kierownik lotniska. 
   Zaczęłam przypominać sobie wszystko, co działo się przez te dwa lata. Nim się obejrzałam, siedziałam już na swoim miejscu. Odgoniłam od siebie wspomnienia. Zaczynam nowe życie z daleka od moich bliskich.

czwartek, 23 stycznia 2014

Uwaga!

Na razie na stare opowiadanie skończyła mi się wena, ale jak tylko wróci dalej będę je pisała. Narazie przerzucę je do innej zakładki ;).  Postanowiłam rozpocząć nowe opowiadanie tnz. O Nicole. Bohaterowie są już dodani w zakładce ;) Życzę miłego czytania.