Szłam sama pośród różnych straganów. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie mam dokąd pójść. Przez jakiś czas pomieszkam w hotelu. Ale co dalej? Nawet nie wiem jak mam zacząć swoje „poszukiwania”. Bezradnie ruszyłam w stronę jednego z przystanków, usiadłam na ławce. Z moich oczu wyleciały krople słonej cieczy.
*Perspektywa Angeles*
Wracając ze szkoły muzycznej usłyszałam cichy płacz. Stanęłam, aby upewnić się, czy się nie przesłyszałam. Ktoś płakał na pobliskim przystanku. Podeszłam bliżej i zobaczyłam dziewczynę argentyńskiej urody.
-Dlaczego płaczesz?- spytałam, siadając koło niej.
Szatynka niepewnie podniosła głowę. Przez chwilę mi się przyglądała, po czym przytuliła się do mnie. Zdziwiona odwzajemniłam gest.
-Chodź. Mieszkam niedaleko- powiedziałam, ciągnąc ją w stronę mojego mieszkania.
*Perspektywa Nicole*
Nie wiem dlaczego, ale poczułam się jakbym... mogła tej szatynce powiedzieć wszystko. Co jest dziwne, bo przecież wcale jej nie znam. Ale mimo to opowiedziałam jej wszystko od moich szesnastych urodzin, po dzisiejszy dzień. Pierwszy raz czułam, że komuś na mnie zależy i to nie dlatego, że moi rodzice byli sławni. Chciała poznać prawdziwą mnie. Od czasu do czasu wtrącała różne pytania typu „Bardzo za nimi tęsknisz?” lub „Czegoś ci brakuje?”. Powiedziałam jej też o tym, że muszę w końcu zacząć szukać jakiegoś mieszkania.
-To może zamieszkasz ze mną?- zaproponowała.- Tak się składa, że szukam współlokatorki.
-Pod warunkiem, że powiesz mi jak masz na imię- zaśmiałam się, pierwszy raz od dłuższego czasu.
-Angeles.
-Pochodzisz może z...
-Argentyny?- przerwała mi.- Tak Nicole.
-Skąd znasz moje imię?
-Może to śmiesznie zabrzmi, ale zawsze jak wracałam na wakacje do Hiszpanii, moja mama namawiała mnie do pójścia na obiad do twoich rodziców- zaśmiała się nerwowo.- Ale zawsze odmawiałam.
Uśmiechnęłam się. Nie spotkałam jeszcze kogoś, kto zignorowałby zaproszenie mojego taty.
*Następny dzień*
Gdy gorąca, pomarańczowa kula na nowo rozpoczęła na nowo swoją wędrówkę po błękitnym, lekko zachmurzonym niebie, obudził mnie budzik, grający piosenkę mojego ulubionego zespołu. Jednym ruchem niechętnie ją wyłączyłam. Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się, pobudzając do pracy zastygłe mięśnie. Rozejrzałam się po pokoju, który od wczorajszego dnia należał do mnie.
Podobało mi się w nim to, że nic nie musiałam zmieniać. Pasował do mojego stylu. Nałożyłam na nogi fioletowe kapcie i udałam się do łazienki. Odkręciłam wodę. Ciepłe krople delikatnie uderzały o moją nagą skórę, zmywając resztki piaszczystego dziadka*. Nałożyłam na siebie wcześniej przygotowane ubrania i zeszłam na dół do kuchni.
Zastałam tam pijącą kawę Angeles. Przywitałam się z nią, po czym sama nalałam sobie do filiżanki napoju energetyzującego, o konsystencji czarnej mazi.
*Piaskowy dziadek- kraina snów.
Uśmiechnęłam się. Nie spotkałam jeszcze kogoś, kto zignorowałby zaproszenie mojego taty.
*Następny dzień*
Gdy gorąca, pomarańczowa kula na nowo rozpoczęła na nowo swoją wędrówkę po błękitnym, lekko zachmurzonym niebie, obudził mnie budzik, grający piosenkę mojego ulubionego zespołu. Jednym ruchem niechętnie ją wyłączyłam. Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się, pobudzając do pracy zastygłe mięśnie. Rozejrzałam się po pokoju, który od wczorajszego dnia należał do mnie.
Podobało mi się w nim to, że nic nie musiałam zmieniać. Pasował do mojego stylu. Nałożyłam na nogi fioletowe kapcie i udałam się do łazienki. Odkręciłam wodę. Ciepłe krople delikatnie uderzały o moją nagą skórę, zmywając resztki piaszczystego dziadka*. Nałożyłam na siebie wcześniej przygotowane ubrania i zeszłam na dół do kuchni.
Zastałam tam pijącą kawę Angeles. Przywitałam się z nią, po czym sama nalałam sobie do filiżanki napoju energetyzującego, o konsystencji czarnej mazi.
*Piaskowy dziadek- kraina snów.




.png)
.png)
